sobota, 01 października 2011
Źródło
Witajcie

Jest obecnie w Hollywood tylko kilku reżyserów o których można powiedzieć że są jednocześnie popularni, wszechstronni i mają swój własny niepowtarzalny styl. Jednym z nich jest na pewno Darren Aronofsky którego filmy choć są naprawdę od siebie bardzo różne łączy jeden niepowtarzalny element osobistego stylu reżysera. Gdyby kusiło mnie by znaleźć jedno słowo jakim można było by objąć wszystkie jego filmy to był by to przymiotnik  ''niepokojące'' - filmy Aronofskyego wzbudzają w widzach trudne do określenia poczucie pewnego nieco egzystencjalnego niepokoju który przechodzi na nich prosto od bohaterów.
Czyniąc to zaznaczenie trzeba stwierdzić że ze wszystkich filmów Aronofskyego Źródło jest filmem najmniej niepokojącym co nie zmienia faktu, że ma bardzo wyraźnie zarysowany styl który jednym się spodoba drugich natychmiast odrzuci. Trzeba tu też na samym początku stwierdzić że źródło nie jest filmem który reżyser chciał nakręcić - film który chciał nakręcić kosztowałby 10 razy tyle i miał zdecydowanie bardziej gwiazdorską obsadę - no ale Hollywood nie wykłada pieniędzy na autorskie niepokojące wizje.
Cała fabuła składa się z trzech historii - zakochanego w swojej królowej hiszpańskiego konkwistadora który odnajduje na nowej ziemi mityczne drzewo życia, współczesnego naukowca który stara się ocalić umierającą na raka żonę wykorzystując przy tym korzenie drzewa znalezionego w Ameryce południowej i na sam koniec kosmicznego podróżnika z przyszłości który udaje się wraz z drzewem ku wybuchającej gwieździe. Oczywiście nie trzeba wielkiego trudu by wszystkie te historie połączyć zwłaszcza że we wszystkich wątkach grają ci sami aktorzy czyli Hugh Jackman i Rachel Weisz.  Na ich grę narzekać raczej nie można - wręcz przeciwnie moim zdaniem to dość dobrze dobra ekranowo para - można uwierzyć zarówno w wielką miłość jak i przede wszystkim w wielki żal po stracie.
Trochę gorzej z samym rozłożeniem akcentów - świetny wątek konkwistadora, średni współczesny są jeszcze znośne - gorzej z wątkiem z przyszłości który jest przynajmniej moim zdaniem nieco nadmiernie kontemplacyjny. można odnieść wrażenie że reżyser nieco nadmiernie rozkoszuje się wizualnym pięknem scen ( a te są rzeczywiście cudowne) zapominając zupełnie o montażu. Jednak nawet nie to sprawia że Źródło jest filmem stosunkowo słabym - problemem jest samo przesłanie - Aronofsky mają w ręku materiał który byłby idealnym punktem wyjścia do rozważań nad nieśmiertelnością i samą naturą życia i śmierci zdecydował się na dość proste zaserwowanie swoich tez. I tak film mimo pozornej głębi oferuje w ostateczności przesłanie jak z pamiętnika misjonarki.
Ostatecznie jednak zwierz radzi wam zobaczyć film przede wszystkim dla wątku konkwistadora - mniej krwawego i epickiego niż to wymarzył reżyser, wciąż jednak odpowiednio mrocznego i niepokojącego. Szkoda że ten wątek nie zajął całego filmu bo wtedy mógłby to być mój ulubiony film tego reżysera
piątek, 30 września 2011
Od zmierzchu do świtu
Witajcie

Tarantino i Rodriguez to ciekawy przypadek. jeden z nich jest ulubieńcem salonów - niegrzecznym dzieckiem kinematografii który za swoje okrucieństwo i żąglowanie konwencjami w kinie jest nagradzany i wychwalany pod niebiosa. Drugi znany jest z tego, ze potrafi robić najzabawniejsza i najlepiej oglądającą się krwawą jatkę we współczesnym kinie oraz z produkcji infantylnych ale zaskakująco popularnych filmów dla dzieci. Jednak tak naprawdę obu panów nie różni tak wiele - choć rzeczywiście Tarantino jest zdecydowanie lepszym reżyserem to obaj zajmują się kinem z czystej miłości do filmów - zwłaszcza tych nie najlepszych.
Nie trudno się więc dziwić że kiedy obaj zajęli się jednym projektem wyszedł najlepszy zły film jak zwierz zna. Chodzi rzecz jasna o Od Zmierzchu do Świtu. Zaczyna się to jak porządny krwawy film o dwóch braciach bandytach  ( Tarantino bardzo sobie pochlebia obsadzając się w roli brata Clooneya) którzy za wszelką cenę pragną się dostać za Meksykańską granicę. I kiedy już biorą zakładników i dostają się do kraju w którym nie być przestępcą znaczy nie być wcale film zmienia się gwałtownie. Mam nadzieje że nie zdradzę wielkiej tajemnicy gdy powiem że mniej więcej w połowie filmu okazuje się że bar w którym bohaterowie czekają na spotkanie z Meksykańskim wspólnikiem to w istocie siedziba wampirów. A skoro pojawiają się wampiry a to jest film Rodrigueza to pojawić się też musi bardzo zabawna krwawa jatka. w tym momencie część mniej odpornej widowni wyraża swoje zdumienie starym dobrym WTF większość jednak jest zachwycona. Zachwycona byłam też ja bo w sumie jak często można oglądać film w którym człowiek tak bardzo nie wie co się zaraz stanie?
na tle innych filmów o wampirach ten wyróżnia radosny brak refleksji skąd się wzięły i dlaczego chcą szybko zjeść naszych bohaterów. nie ma też zbędnej mitologii jest dużo krwi i zabawy. Może nie jest to najlepsze dzieło Tarantino ale jest to z pewnością jeden z lepiej oglądających się filmów jakie zwierz zna. czysta zabawa z zaskakująco dobrą obsadą - czy można chcieć więcej?
20:01, ratyzbona
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Młoda Wiktoria
Witajcie

Wśród współproducentów filmu o młodej królowej Wiktorii znaleźli się przedstawiciele rodziny królewskiej co niestety bardzo w filmie widać. Historia obejmująca okres rozpoczynający się rok przed koronacją po narodziny pierwszego dziecka królowej tylko pozornie wydaje się być ciekawa. Zwłaszcza po sukcesie filmu o Elżbiecie gdzie pokazano nam że zestaw - Anglia- sukcesja- Kobieta- polityka to gwarancja wspaniałego kina. Ale dzieje młodej Wiktorii są zdecydowanie mniej dramatyczne od dziejów Elżbiety. Z początku film jest nawet dość ciekawy - zakulisowe rozgrywki związane z tym kto zostanie regentem budzą zainteresowanie ale z drugiej strony jak wiemy do regencji nie doszło. Z kolei reszta filmu poświęcona szukaniu sobie miejsca w świecie polityki przez Wiktorię nie ma zbyt dużego sensu. Dlaczego? Scenarzyści tworzą tu trzy wybory dla królowej - może się słuchać premiera, matki albo  poślubić Alberta który niezwykle przypadł jej do gustu. Królowa może się miotać ale przecież my doskonale wiemy kogo wybierze i nawet nie boimy się że będzie z Albertem nieszczęśliwa skoro będzie szczęśliwa. Z resztą w tym filmie wątki najciekawsze ( np. fakt że Albert jest w dość trudnej sytuacji bo to on musi czekać na oświadczyny, albo pytanie jak rozdzielić fakt bycia mężem od bycia księciem małżonkiem który nie ma praw) rozgrywa się najkrócej. Za to dużo jest scen ładnych ale niewiele wnoszących. Grająca Wiktorię Emily Blunt jest jak zwykle bezbłędna ale nie ma w sumie wiele do grania. Młoda Wiktoria jest więc w sumie filmem o niczym - nie dającym się porównać z doskonałą " Jej wysokość Pani Brown" o zdecydowanie późniejszym okresie życia Wiktorii. I w sumie to co najciekawsze pojawia się w czarnych napisach pod koniec seansu co nigdy nie jest dobrym znakiem dla filmu.
16:16, ratyzbona
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2011
Dźwięki Muzyki
Witajcie

Są takie filmy które się ogląda się za każdym razem z równym entuzjazmem i zaangażowaniem w fabułę. I które zawsze ale to zawsze poprawiają humor? Dla mnie były to zawsze " Dźwięki muzyki". Film który kojarzy mi się jednoznacznie z niedzielnymi przedpołudniami kiedy telewizja musząc jakoś zapełnić ramówkę pokazuje długie produkcje których data produkcji odbija się na cenie licencji. Dźwięki muzyki to musical praktycznie idealny. Po pierwsze jak to zazwyczaj bywa u Rogera i Hammersteina praktycznie każda piosenka wpada w ucho i natychmiast każe się pokochać. Z resztą w przypadku tego musicalu aż strach pomyśleć o tych którzy nie nucili by po projekcji choć jednej piosenki - większość z nich da się bowiem powtórzyć a nawet te których nie da się powtórzyć przylepiają się do pamięci. No ale problemem większości musical jest to że świetne piosenki nie przekładają się na dobry film. Tu fabuła może i prościutka to jednak bawi i wzrusza. Zwłaszcza że oczywisty wątek romantyczny pierwszej części filmu pod sam koniec zostaje zastąpiony podszytym akcją i niepokojem wątkiem ucieczki prze hitlerowcami. Innymi słowy mieszanka doskonała. Oczywiście film ma pewne wady - fakt że główny bohater jest kapitanem marynarki Austriackiej zawsze budził we mnie pewną wesołość. No i od 1965 roku bardzo zmieniły się standardy gry - nie da się nic zarzucić ani Julie Andrews ani Christopherowi Plummerowi ale dzieci grają tak że aż żal patrzeć. Z resztą muszę przyznać że kiedy pod koniec filmu widzę jak kapitan Von Trapp porywa tłum śpiewając  patriotyczną "Edelweiss" zawsze staje mi przed oczyma zupełnie inna w wymowie scena z "Kabaretu" - głównie dlatego że tak łatwo jest porwać tłum do pieśni - i tylko cienka linia dzieli szlachetny patriotyzm od niebezpiecznego nacjonalizmu. Nie mniej te w sumie drobne wady nie są w stanie odebrać temu musicalowi tej magii która zawsze potrafi poprawić humor. Tak więc jeśli nie daj boże jeszcze nie widzieliście to natychmiast do wypożyczalni.

Ps: Czytałam kiedyś wywiad z pewnym reżyserem który kręcił film z Plummerem i którego ostrzeżono że ma nigdy nie wspominać on jego występie w "Dźwiękach Muzyki" za którym podobno nie przepadał. Reżyser fan musicalu trzymał więc buzię na kłódkę. Aż pewnego dnia przyszedł na przyjęcie do aktora który rzecz jasna siedział po środku pokoju z gitarą i śpiewał "Edelweiss"
18:50, ratyzbona
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Radio na fali
Witajcie

Zapewne umknął wam ten film. Zapewne nie tylko wam. W sumie to dość ciekawy przypadek. Richard Curtis znany z tego że potrafi pisać i kręcić cudowne komedie romantyczne postanowiła napisać i nakręcić komedię tym razem nie romantyczną. Radio na fali to opowieść o radiu które w czasach gdy rock and roll był zakazaną muzyką w angielskim radiu nadawali najlepsze hity z barki przymocowanej na wodzie na wykorzystując zezwalające na to prawo. Historia opowiada o pewnym młodym chłopaku który trafia na tą barkę z polecenia matki która przysyła go tam do ojca. Radio prowadzą dziwne niezwykle zróżnicowane typy które łączy jedno - ekscentryczność i miłość do muzyki. Chłopak poznaje zarówno ich jak i szalony świat alternatywnej muzyki i kultury. Oczywiście w tle cały czas trwa walka by radio zamknąć. Curtis nie musiał się namęczyć by zgromadzić w swoim filmie prawdziwą angielską śmietankę aktorską. Serio grają tam prawie wszyscy nawet ci którzy wydawało się że nigdy ze sobą nie będą grać ( ok zwierz pije do faktu że filmie pojawia się Kenneth Branagh i Emma Thompson choć nie mają żadnej wspólnej sceny). Ale film nie jest dobry. Dlaczego? Trudno to ująć. Przede wszystkim sam temat wydaje się jednak zbyt niszowy na film. Radio nadające z morza fajną muzykę to dobra historia na anegdotę ale nie sprawdza się w tym przeraźliwe długim bo prawie 2,5 godzinnym filmie. Do tego dochodzi jeszcze fakt że nasz główny bohater jest dość nijaki a naszych bohaterów drugoplanowych jest zbyt wielu byśmy mogli ich naprawdę polubić. Jednak tym co jest najdziwniejsze to praktycznie zupełny brak humoru. Film bardzo chce śmieszyć i bardzo średnio mu się to udaje. Przyglądając się Radiu na Fali czlowiek naprawdę nie wie co ma myśleć. No bo sami powiedźcie jak z takiego nagromadzenia talentu ( i to angielskiego talentu!) mogło nie wyjść coś świetnego. A niestety nie wyszło.
17:15, ratyzbona
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 czerwca 2011
Chłopak z nikąd
Witajcie

Kto nie chiałby obejrzeć filmu o Beatlesach. Historia tej prawodpodobnie najlepszej grupy muzycznej w historii to idealny przepis na film. No dobrze ale skoro nikt takiego filmu nie nakręcił możemy się zadowolić filmem o Lennonie. Niestety ci którzy własnie z taką myślą podejdą do oglądania Chłopaka z nikąd mogą się bardzo zawieść. Film tylko pozornie opowiada o Johnie Lennonie jednym z najbardziej znanych muzyków świata. Tak naprawdę sławny bohater jest tu tylko pretekstem do nakręcenia dość prostego obyczajowego filmu dziejącego się na progu obyczajowej rewolucji. Reżyserka filmu wykorzystała mało znany fakt z biografi Lennona - od piątego roku życia był wychowywany przez ciotkę i dopiero będąc nastolatkiem nawiązał ponowne kontakty z matką. I tak film koncentruje się na jego związku z dwiema bardzo różnymi kobietami. Ciotka jest restrykcyjną przedstawicielką klasy średniej ( choć nie aż tak restrykcyjną jak można by przypuszczać) matka radosnym niebieskim ptakiem - do tego zafascynowana muzyką. Nie trudno odgadnąć że spór pomiędzy obiema kobietami wpłynął na Lennona. Ale niestety fakt że znamy biografię bohatera i wiemy co było dalej bardzo wpływa na oglądanie. Trudno bowiem mieć właściwe proporcje gdy wiemy że rzucający szkołę dla muzyki chłopak nie skończy jako pozbawiony wykształcenia pracownik doków lecz jako gwiazda muzyki popularnej. Stąd też nie sposób oglądać tego filmu tak jakbyśmy oglądali ten dramat nie wiedząc co będzie później. Z resztą zawsze mam wątpliwości gdy komuś kto zasłużył się graniem robi się taką wiwisekcję życia rodzinnego. Równie dobrze bowiem spór między matką a ciotką i wszelkie jego konsekwencje mogły wywrzeć jedynie znikomy wpływ na życie Lennona. Z drugiej strony kiedy ogląda się pierwsze spotkanie przyszłych członków legendarnej grupy ma się tą miłą świadomość że oto rozgrywa się coś historycznie ważnego z czego my zdajemy sobie sprawę przed bohaterami. Niestety nawet te fragmenty nie zmienią faktu że byłby to bez porównania lepszy film gdyby Lennona w nim nie było.
11:33, ratyzbona
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 czerwca 2011
Pokuta
Witajcie

Pokuta to jeden z tych filmów który trzeba zobaczyć dwa razy. Gdy się ogląda się go po raz pierwszy wiele rzeczy może umknąć - głównie ze względu na dość trudną do oddania na ekranie narracje opowieści. Oto pewnego lata jedenastoletnia dziewczynka obserwuje dziejące się na około niej wydarzenia - interpretując je zgodnie z poczynionymi wcześniej założeniami. Równolegle oglądamy wydarzenia z zupełnie neutralnej perspektywy ( choć dam film każe nam kwestionować taką perspektywę) To co zaobserwowała i co naprawdę się stało nie ma znaczenia gdy oglądamy konsekwencje jej podjętej tamtego dnia decyzje. A konsekwencje są poważne i zaważą na zawsze na losach jej siostry.  Pokuta jest jednym z tych rzadkich filmów który ma w sobie więcej treści niż się pozornie wydaje. Z jednej strony mamy kwestie tytułowej pokuty - tego co czeka nas po popełnieniu najgorszej decyzji w życiu. z drugiej opowieść o tym jak subiektywnie postrzegana jest rzeczywistość - rozróżnienie między tym co jest prawdziwe a dopowiedziane jest niezwykle cienka - z resztą jeśli dodamy do tego fakt, że Brianny jest utalentowaną pisarką dochodzi jeszcze kwestia wyobraźni każdego autora, która działa niekiedy bardziej niż powinna. jednak to właśnie te umiejętności dadzą szansę Brainnie na jakiekolwiek odkupienie. W końcowej najelpszej sekwencji filmu wszystkie te trzy wątki zlewają się w jeden tworząc jedno z najlepszych filmowych zakończeń ostatnich lat -na którym zawsze się wzruszam. Między innymi dlatego, że jest genialnie zagrane przez niezawodną Vanesse Redgrave.
Film warty jest też uwagi ze względu na swoją urodę. Jo Wright który nakręcił Dumę i Uprzedzenie potrafi kręcić piękne filmy. Tu najpiękniejsza jest Kiera Knightley w olśniewającej zielonej sukience uznanej za jeden z najpiękniejszych filmowych kostiumów jaki ktokolwiek nosił i trzeba powiedzieć nie na wyrost. z resztą trzeba powiedzieć że film w którym łączy się melodramat, film wojenny ( z zachwycającymi scenami ewakuacji Dunkierki) i refleksję nad postrzeganiem rzeczywistości to coś czego nie spotyka sie w filmie często

11:15, ratyzbona
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 czerwca 2011
Co nas kręci co nas podnieca
Witajcie

Allen zatytułował swój film Whatever Works ( czyli po polsku raczej " co komu pasuje" ) ale polski dystrybutor zdecydował się na tytuł zdecydowanie mniej interesujący. W tym stosunkowo nowym filmie Allen wraca do swoich starych chwytów. choć nie gra głównej roli to jego bohater wciąż narzekający sfrustrowany żydowski intelektualista jest nam bardzo dobrze znany - fakt że Allen oddał role innemu aktorowi pokazuje, że jego obecność na ekranie wcale nie jest konieczna by ów bohater ożył. Sam film wydaje się jedną wielką kpiną z moralności - pojawiająca się w filmie młoda dziewczyna z południa i jej pobożni rodzice okazują się ludźmi nieszczęśliwymi bo żyjącymi w świecie tradycji i wiary. Przeniesienie się do Nowego Jorku powoduje to olbrzymią przemianę i przekreślenie całej tradycyjnej moralności - co więcej wszystko odbywa się tu bez ocen w myśl że każdy ma prawo robić to co chce byle by był szczęśliwy. Podobnie sami nowojorscy intelektualiści choć wyzwoleni wcale nie są szczęśliwi dopóki sami nie znajdą takiej dziwnej konfiguracji która ich zadowoli. Film Allena jest śmieszny i tylko pozornie stanowi grę z naszym pojęciem tego co dobre i złe. Gdy bohater Allena zwraca się prosto do nas ( ciekawe - Allen wyjątkowo sprawnie burzy czwartą ścianę co rzadko się zdarza - jednak mało kto opisuje to jako charakterystyczny element jego twórczości) wcale nie nakazuje nam być niemoralnymi, każe nam za to być szczęśliwymi. Z resztą w tej naprawdę zabawnej komedii Allena przypominającej że pomimo jego światowych wędrówek najlepiej czuje się on w starym dobrym Nowym Jorku ze swoimi starymi dobrymi postaciami pojawia się moment zadumy. W swoim ostatnim monologu bohater przekonuje nas że cóż nam w tym krótkim pełnym bólu życia po moralności skoro nie daje nam to szczęścia. Co więcej Allen wręcz każe nam szczęścia szukać jako jedynego ukojenia na pustkę świata. I choć doskonale wiemy że nigdy nie będziemy tak odważni by pójść za jego radą bardzo chcielibyśmy mu wierzyć że wszystko jest dla nas dobre jeśli daje nam szczęście.
14:40, ratyzbona
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2011
Zakochany Szekspir
Witajcie

Miałam pisać alfabetycznie ale najwyraźniej nawet i taki reżim jest dla mnie zbyt luźny. Pozostaje więc mi pisać o tym co akurat gra mi w duszy a właściwie na ekranie. Dlaczego Zakochany Szekspir? Otóż jest to jeden z moich ulubionych filmów a jednocześnie produkcja która od swojego wielkiego triumfu na Oscarach w 1999roku budzi olbrzymie kontrowersje. Zdaniem niektórych to tylko kolejna komedia okraszona romantycznymi scenami z przeciętnym aktorstwem. Inni uważają Zakochanego Szekspira za film świetny i wart wszelkich nagród. Jakie jest moje zdanie. Cóż im więcej mija czasu od ogłoszenia decyzji Akademii tym bardziej skłaniam się ku tej drugiej opinii. Dlaczego? Przez te ostatnie kilka lat nie spotkałam się bowiem z żadną produkcją która by choć trochę Zakochanego Szekspira przypominała. Próbowano mi sprzedać wielu zauroczonych twórców ale nigdy nie udało się mnie przekonać że rzeczywiście oglądam coś w co skłonna byłabym uwierzyć. Zakochany Molier ( choć to tytuł dystrybutora) był zbyt pretensjonalny, Zakochana Jane ( znów wymysł dystrybutora) zbyt prościutka. W Zakochanym Szekspirze gra zaś wszystko. Po pierwsze jest to raczej komedia a właściwie komedio-melodramat w którym wątek romantyczny choć stanowi oś filmu nie stanowi jej jedynej akcji. Oczywiście oglądamy jak nasz bohater się zakochuje ale równie ważne jest tu podglądanie narodzin sztuki - znajdowanie odniesień w świecie elżbietańskiego teatru do dzisiejszych stosunków panujących w świecie filmu wreszcie zaś opowieść o chyba najsławniejszym autorze w dziejach. Wykorzystanie wątku Romea i Julii mogło być niesłychanie pretensjonalne gdyby nie wypadało nadzwyczaj wręcz naturalnie. Gdy bohaterowie mówią słowami postaci ze sztuki to niekiedy jesteśmy aż zdziwieni że poezja tak dobrze brzmi wypowiadana w niepoetyckim dialogu. Duża zasługa w tym obsady. Zatrudnienie do roli Szekspira grającego głównie w teatrach Josepha Fiennsa było świetny posunięciem - mówi z odpowiednią teatralną dykcja, potrafi się poruszać na scenie a gdy smutnie spogląda w kierunku ukochanej olbrzymimi zielonymi oczami to nie mamy wątpliwości że widzimy zakochanego poetę. Świetnie sprawdzają się też aktorzy w rolach drugoplanowych - Geffrey Rush grający zdecydowani subtelniej niż zazwyczaj człowieka który chce tylko kawałka z psem, Coli Firth który pokazuje że możemy go nie lubić na ekranie ( a wydawało się to nie możliwe, Judi Dench kradnąca wszystkie sceny w których się pojawia czy w końcu Ben Affleck który w samym środku szału jaki wokół niego wybuchł potrafił zagrać z dystansem rozpieszczoną gwiazdę. W tym zestawieniu brakuje Gwyneth Paltrow nie bez powodu - jej Viola jest być może uosobieniem tego co chciano przekazać - pięknej niemal eterycznej istoty która z egzaltacją wchodzi w świat teatru i miłości. Niestety roli Paltrow brakuje pazura. Nie za bardzo nas przejmują jej losy - szkoda że rola nie trafiła do Kate Winslet jak w pewnym momencie planowano ( po Titanicu z planów zrezygnowano) bo wtedy Viola mogłaby być postacią z krwi i kości. Jednak za sukces filmu odpowiada też świetna reżyseria i scenariusz - pomijając fakt że film jest po prostu świetnie napisany ( i to z olbrzymią ilością odniesień do życiorysu, czasów i pozostałych nie opisanych w filmie sztuk pisarza) to jeszcze wykorzystano słowa Szekspira tak że wplatają się one w akcję i w pewnym momencie przestajemy słyszeć poetę a zaczynamy bohaterów. Gdy zaś w ostatnich piętnastu minutach filmu oglądamy premierę Romea i Julii mamy poczucie że odgrywa się przed nam naprawdę niesamowity spektakl. Zaś samo zakończenie filmu - którego  nie zdradzę choć większość czytelników zapewne je zna jest dowodem na to że istnieje jeszcze jakieś światełko w tunelu dla filmów które niekoniecznie kończą się tak jak się spodziewamy .
W sumie to dość ciekawe że Szekspir doczekał się takiego popkulturalnego hołdu choć większość widzów ( no może poza uczniami szkół angielskich) zapewne nie umiała by dokładnie wyjaśnić na czym polegał jego geniusz a większość sztuk czytała tylko raz w szkole i to bez większych emocji. Z drugiej strony jednak wiemy i czujemy to podskórnie że od Szekspira nie było lepszych - i jak udowadnia nam to film - nawet jeśli wsadzimy go w nieco niedorzeczną opowieść nadal nie będzie.
sobota, 12 lutego 2011
Cztery Wesela i Pogrzeb
witajcie

Wszyscy mamy filmy które oglądamy dziesiątki razy i zawsze się dobrze bawimy. Dal niektórych są to Gwiezdne Wojny dla innych Ojciec Chrzestny dla mnie zawsze były to Cztery Wesela i Pogrzeb oglądanie przez ze mnie namiętnie i w ilościach hurtowych zawsze go bawią i zmuszają do głębokiego westchnienia - zupełnie nie właściwego mojemu wiekowi - dlaczego się już takich filmów nie kręci. Choć nikt tego oficjalnie nie stwierdzi Cztery Wesela i Pogrzeb stworzyły i jednocześnie zniszczyły gatunek współczesnej komedii romantycznej. Ale po kolei - w przeciwieństwie do kręconych dziś komedii romantycznych w tym filmie jest zdecydowanie więcej komedii niż romantyzmu - kto nie śmiał się na scenie w której młody ksiądz ( grany przez samego Rowana Atkinsona który zgodził się na rolę ze względu na przyjaźń ze scenarzystą Richardem Curtisem) udziela swojego pierwszego w życiu ślubu ten powinien zostać natychmiast odesłany na leczenie depresji albo jest pozbawiony poczucia humoru. Ale nie tylko o kwestie jakości komedii chodzi w tym filmie. Autor scenariusza doskonale pamiętał, że każda komedia sprzedaje się lepiej jeśli doprawi się ją odrobiną smutku - stąd oprócz radosnych wesel mamy zupełnie  nie radosny pogrzeb. Dziś ten "pogrzeb" z większości filmów wykasowano przez co niestety - straciły one może nie tyle głębię co jakiś moment oddechu a my sami szybko zaczynamy się zastanawiać właściwie dlaczego mamy się przejmować losem bohaterów. Z drugiej strony obok tego czego w dzisiejszych komediach brakuje pojawiło się w Czterech Weselach bardzo wiele elementów, które potem stały się właściwie obowiązkowe dla komedii romantycznych - pocałunki w deszczu, nie składne wyznania miłosne, przerwane zaślubiny, bohater fajtłapa ale uroczy, grupa wspierających się ale lekko dysfunkcyjnych przyjaciół. Problem polega na tym że to co w Czterech Weselach i Pogrzebie było świeże i bardzo dowcipne później stało się nudnym schematem którego wszyscy mamy dość. To trochę tak jak grającym główną rolę Hugh Grantem - w Czterech Weselach i Pogrzebie był świetny w Notthing Hill jeszcze go lubiliśmy ale każda kolejna komedia romantyczna z jego udziałem bardziej nas męczy niż bawi zaś on sam już dawno przestał się wysilać i gra wciąż tego zakłopotanego Anglika którego powinniśmy od razu polubić. Być może paradoks polega na tym że nigdy później nie nakręcono już tak dobrej błyskotliwej i uroczej komedii romantycznej bo wszyscy starali się nakręcić dokładnie tą która odniosła sukces. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5